Pokazywanie postów oznaczonych etykietą prawda. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą prawda. Pokaż wszystkie posty

środa, 2 grudnia 2009

Rzecz się stała nieslychana!

Dziś, w taki sam sposób jak zwykle, chciałem się zalogować na bloga, aby móc wyedytować drobną literówkę w poprzedniej notce. Klikam na "zaloguj się" i bez wpisywania loginu i hasła przekierowało mnie... Dokąd? Na mój stary blog, do którego zapomniałem hasła, gdyż po prostu go zaniedbałem. Próbowałem na tym blogu dokonać ekspresji moich myśli poprzez wiersze. Jako że nie będę miał możliwości napisania notki w piątek, to na pocieszenie zamieszczam moje poetyckie wypociny, które znalazłem.

Notki z wierszami datowane są na 6 kwietnia 2009 roku.

Detektyw Logika

Nieustraszony - niczego się nie boi
Zdecydowany - Prawdy szuka
Wynajęty przez rozum
Nigdy się nie poddaje

Żongluje implikacjami
Hipokryta!
Z fałszu się śmieje
A prawdy znaleźć nie może

Podąża poszlakami
Szuka wszędzie
Na matematyce, w labolatorium
Na chemii, biologii i fizyce
Uparty - wszędzie się wciśnie
Ale czy wszystko musi być logiczne?


Cała prawda o Prawdzie

Swą całością nie uraczy
cząstką się szczyci
zamyka się w sobie
obrażona na świat

Każdy ma jej fantom
po swojej stronie
który mu przyświeca
zuchwały szaleństwa blask

Zamęt, ludzie i fałsz
fałszywe nuty
Wszyscy dopisują
by cząstkę Twa odnaleźć

Brutalnie bez sensu
topimy Cię w fałszu bo
wiemy że pośród fałszu
swoją cudowną nutę grasz


W skończonej otchłani wieczności...

lecę...
Delikatny wiatr muska moje policzki.
Ani zimny ani ciepły. Przyjemny.
Czuję się bezpiecznie.
Oderwany od rzeczywistości
spadam w przepaśc, lecz powoli i łagodnie,
z przyjaźnie nastawionym wiatrem.
Unosi on moje delikatnie odprężone ciało
Zamykam oczy. Wokół rozkoszny szum
W kojącą otchłań wieczności
Z codziennych niesnansek życia się przenoszę
Radosny i spokojny bez zbędnych myśli trwam


Wolny jak ptak, moje serce chce spiewac
Z wiatrem we włosach
Z wiatrem kojącym
Z wiatrem subtelnie muskającym moje ciało
Całe ciało, a zarazem każdą częśc z osobna
Od głowy do stóp czuję dotyk wiatru
Zatracam się w nim
Zatracam się w wieczności
A wiecznosc?
Wiecznośc się kończy, a ja się budzę.


Interpretację zostawiam czytelnikom. Może poezja (pomimo że kulawa) zachęci Was do obszerniejszych komentarzy. :)








piątek, 27 listopada 2009

Próba uporania się ze względnością, czyli rozważan ciag dalszy.

Ostatnie rozważania brutalnie przerwaliśmy, w dośc ważnym, wręcz krytycznym, momencie. Doszliśmy do konkluzji, że wszystko jest względne. Wydaje się to troche naiwne, nic nam w sumie nie mówi. Domaga się doprecyzowania.


W ostatniej notce zwróciliśmy uwagę na fakt, że każdy inaczej (subiektywnie) postrzega rzeczywistość. Nie ma w nim miejsca na obiektywną prawdę, ze względu na różnice występujące w aparacie poznawczym każdego z nas (każdego organizmu żywego). Co prawda jesteśmy w stanie obiektywizować rzeczywistość na swoje potrzeby praktyczne. Wszelkie naukowe badania są opierane na rzetelnych pomiarach i prowadzą do obiektywnych wniosków. Jednak te obiektywne prawdy nie są w stanie oddać całej złożoności struktury rzeczywistości. A to dlatego, że takie wartości jak sprawiedliwość, wolność, miłość czy przyjaźń są po prostu niemierzalne. Jaka jest więc natura wszechrzeczy? Czy Prawda obiektywna istnieje? A jeśli tak, to czy jesteśmy w stanie ją poznać?


Mniej więcej przed takimi pytaniami staneliśmy tydzień temu. W komentarzach widać, że zdania są różne - to dobrze, choć kompletnie brakuje argumentów popierających którąkolwiek z wypowiedzi. Jest miejsce na obiektywizm i subiektywizm jednocześnie? Ja uważam, że tak i postaram się to uzasadnić, gdyż nie do końca pasuje mi słynne stwierdzenie Protagorasa, że to człowiek jest miarą wszechrzeczy.  (gr. πάντων χρημάτων μέτρον άνθρωπος panton chrematon metron anthropos). Jeśli tak by było, to świat nie mógłby istnieć, gdyby nie było człowieka. Jednak Protagorasowi chodziło o coś innego. Mówił, że nie ma wartości uniwersalnych, a wszystko jest zależne od mocy argumentów. Jednej i tej samej rzeczy można przypisywać różne wartości, gdyż nie ma wartości obiektywnych. Dla jednego ten sam czyn będzie dobry, dla drugiego zły. Protagoras mówi, że trzeba przyjąć kryterium użyteczności. Lepsze jest to, co sprawdza się w praktyce i do tego trzeba przekonywać.


Zwróćmy jednak uwagę, że człowiek posiada zdolność do abstrahowania. Dostrzega analogie i na tej podstawie może budować obiektywne wnioski i prawa. Przecież prawo grawitacji obowiązuje nas wszystkich w ten sam sposób, choć skutki jego oddziaływania są różne dla piórka i hipopotama. Samo prawo odziałuje na obydwa ciała tak samo. Widzimy więc, że istnieje powszechne prawo i jego subiektywne manifestacje. Czas i przestrzeń są względne, ulegają zakrzywieniu, odzialuje na nie masa. Przy prędkościach bliskich prędkości światła mamy do czynienia z dylatacją czasu, jest on więc względny, ale samo prawo na którym opiera się zjawisko dylatacji jest już obiektywne i każdy podlega mu w ten sam sposób (choć odczuwa to subiektywnie).

Odrębną kwestia jest sprawa uczuć i wartości, gdyż tam nie ma liczb. Każdy inaczej pojmuje sprawiedliwośc, czy odczuwa miłość. Jeden powie, że kocha się tylko raz, drugi, że można zakochać się kilka razy. Ktoś powie, że sprawiedliwy jest kodeks Hammurabiego, inny się z tym nie zgodzi. Tutaj ciężej znaleźć jakieś ogólne Prawo, które mówiloby ostatecznie kto ma rację. Czy istnieje ogólne pojęcie sprawiedliwości, czy to po prostu abstrakt stworzony przez człowieka? Kwestię uczuć można latwo wyjaśnić. Podlega ona ogolnym prawom fizyko-chemicznym, odczuwamy ją różnie - różne stężenia substancji we krwi, różne reakcje mózgu na tę samą substancję, z powodu róznej budowy anatomicznej naszych mózgów, ale prawa reagowania i prawa rozwoju mózgu te same.

Pozostaje jednak problem wartościowania. Kto kocha bardziej? Czyja przyjaźń jest silniejsza? Który obraz jest piękniejszy? Czyje postępowanie jest bardziej sprawiedliwe? Nie ma wyjścia - trzeba zastosować jakieś kryteria. Czyje kryterium jest lepsze; czyje jest obiektywne?
Załóżmy, że jesteśmy w stanie zebrać wszystkie czyny. Każdy z nas, na podstawie subiektywnych kryteriów ocenia je, czy jest sprawiedliwe. W ten sposób zebraliśmy cały zbiór czynów sprawiedliwych. Jak zauważyliśmy człowiek ma zdolnośc do abstrahowania i z całą pewnością potrafi dostrzec analogie obecne w tych czynach. Oddzielamy te analogie i na ich podstawie budujemy definicję czynu sprawiedliwego. Oczywiście ta indukcyjna metoda jest nie do wykonania w praktyce, gdyż nie da się sklasyfikować wszystkich czynów. Jest ich nieskonczenie wiele, dlatego definicja nie będzie doskonała, ale można ją udoskonalać, a teoretycznie doprowadzić do perfekcji. Podziękujmy Sokratesowi za wymyślenie tej indukcyjnej metody i pokazanie, że obiektywna prawda może istnieć, a my możemy do niej dążyć.


Widzimy, że subiektywizm i obiektywizm mogą istnieć równolegle - jedno nie musi wykluczać drugiego. Świat jawi się jako względny, ale rządzą nim stałe prawa. Możemy dostrzec, że człowiek ma trudności z wpisaniem się w te prawa. Zwierzęta nie mają takiego problemu, co już nieśmiało próbowałem sygnalizować. Czy rzeczywiście jesteśmy tacy cudowni i wyjątkowi, za jakich się uważamy? Czy inteligencja jest wystarczającym kryterium stanowiącym i wyjątkowości, niepowtarzalności? Mamy prawo do pychy, jako najdoskonalsze ze stworzeń i czy na pewno najdoskonalsze? Z tymi pytaniami Was zostawiam. Trud odpowiedzi podejmę przy okazji następnej notki. Potencjalnych czytelników proszę o komentarz do głównego wątku, nie tylko koncowych pytań, gdyż do nich powrócimy później.

czwartek, 19 listopada 2009

O względności rzeczy świata tego.

Można by było się zastanawiać jaki był sens tej nadspodziewanie długiej refleksji o banale. Po co
w ogóle o tym pisałem? Z dwóch powodów: uświadomienia Wam (i sobie), że nawet rzeczy banalne mogą okazać się dość trudne i złożone oraz udowodnieniu, że do tego samego problemu można podejść na różne sposoby. W mojej koncepcji, jeśli podejście jest prawidłowe, to zawsze dojdziemy do Prawdy. Parafrazując znane przysłowie: „Wszystkie drogi prowadzą do prawdy”. Cóż, może niekoniecznie wszystkie, ale na pewno wiele.

Wiele dróg, wiele aspektów, koncepcji, różne sposoby spojrzenia na świat. Widzimy to na co dzień. Dla jednych szklanka jest do polowy pełna, dla drugich do połowy pusta. To tylko kwestia różnego spojrzenia na tę samą rzeczywistość. Różne słowniki inaczej definiują banał. Moje podejście jest zapewne sprzeczne z większością tych słownikowych definicji. Wynika ono jednak z jakichś logicznych i wewnętrznie koherentnych twierdzeń i przesłanek. Nie są to po prostu irracjonalne wywody człowieka niespełnego rozumu. Nawet patrząc na tę samą ścianę, w tym samym czasie, każdy inaczej ją spostrzega. Wynika to z czysto technicznych powodów. Mamy inaczej zbudowane narządy zmysłu wzroku, inną perspektywę spojrzenia (nie patrzymy z idealnie tego samego miejsca), no i oczywiście mamy różne mózgi, które inaczej interpretują dane zmysłowe. Czy w takiej perspektywie względności wszystkiego, jest w ogóle miejsce na jakąkolwiek Prawdę? Gdzie szukać stałości we względności?

Powagi całej sytuacji dodał Albert Einstein. Jego ogólna i szczegółowa teoria względności może nam zadziałać na wyobraźnię. W aspekcie jego teorii trzeba sobie zdać sprawę, że nawet takie, wydawać by się mogło nietykalne, wartości jak czas i przestrzeń są względne. Można by powiedzieć, że masa jest względnie stałym elementem, ale właśnie – WZGLĘDNIE stałym. A wszystko przez słynne E = mc2 . Masa zamienia się w energię, energia w masę, a wszystko na bazie jakichś praw. Przynajmniej mamy nadzieję, że jakiejś siły wszystkim zawiadują, ale ciągle brak unifikującej Teorii Wszystkiego. Nawet jakby była i moglibyśmy jednoznacznie stwierdzić, że cała rzeczywistość bierze się z jakiegoś jednego punktu, że jakiś obiekt jest początkiem wszystkiego, to i tak nie będziemy mogli dojść dalej i powiedzieć skąd ten obiekt się wziął. Przypadek, czy celowość? Stałość, czy względność? Zastanówmy się jaka jest natura tego świata, w którym nawet czasu i przestrzeni nie możemy być pewni i czy istnieje w związku z tym jakaś obiektywna prawda o świecie.

Eksperyment myślowy. Wyobraźmy sobie sytuację, że siedzimy w pokoju z kolegą. Kolega chce otworzyć okno, bo mu gorąco, my mu nie pozwalamy, bo jest nam zimno. Pytanie: to jak jest naprawdę – zimno, czy ciepło? Nie da się odpowiedzieć na to pytanie.  Ciepło, zimno, dobrze, źle, to jedynie subiektywne przysłówki, które nie niosą żadnej obiektywnej prawdy. Cóż, gdzie szukać ratunku? Chyba jedynie w termometrze, który wskaże stałą wartość, ale niestety nie powie nam, czy to jest jeszcze zimno, czy już ciepło. Problem jednak w tym, że nie potrafimy funkcjonować w świecie pełnym „obiektywnych prawd”. Wszystkie te prawdy pojmujemy w odniesieniu do siebie i tym sposobem przekształcamy w prawdy subiektywne. Świat, w którym używalibyśmy tych wykalkulowanych prawd byłby mechaniczny. Żylibyśmy praktycznie jak roboty. Nie byłoby miejsca na konwenanse, niuanse, niedopowiedzenia, ironię. Wszystko byłoby sztuczne, a człowiekowi ciężko by się żyło w takim środowisku. Odwołuję się do Waszej intuicji i wyobraźni. Wyobraźcie sobie świat „prawdy ogólnej” – bez niuansów, konwenansów – po prostu sam konkret. Nie jestem w stanie tego inaczej przekazać, ale chyba wyczuliście, że ten świat prawdy obiektywnej nie określa w całości rzeczywistości. Nie ma w nim miejsca na emocje, subiektywizm, a przecież wiemy, że to dość obszerna sfera naszego życia. Zwróćmy uwagę, że zwierzęta nie mają takiego problemu. Nie dzielą świata na prawdy subiektywne. Żadna wiewiórka nie ma pretensji do lisa, że dala się złapać, ani nie błaga go o litość. Wie, że musi uciekać jak najszybciej, wie, że musi się rozmnażać, wie, że musi  jeść. To dla niej prawdy oczywiste, choć nieuświadomione. Poruszam kontekst biologiczny, gdyż miałem trochę z biologia do czynienia. Każdy patrzy na świat z punktu widzenia własnych doświadczeń. Ja próbuję prezentować jakieś swoje racje, które mogę być uznane za jakąś głęboką prawdę o świecie, ale wcale nie muszą. Kwestia względna. Kwestia odbiorcy i kwestia argumentacji. W tak bogatym zbiorze elementów, jaki oferuje świat nie można zdefiniować każdego z osobna. Kluczem do wszystkiego jest relacja. Relacja generuje punkt odniesienia, a punkt odniesienia powoduje względność rzeczy. Bo czy kura przechodzi przez ulicę, czy ulica przesuwa się pod kurą, to kwestia punktu odniesienia. Jak więc możemy zdawać pytania o naturę rzeczywistości, dobro i zło, skoro dla wiewiórki natura świata jest drzewiasta, dla wielbłąda piaszczysta, dla ryby wodna. To jaka jest naprawdę? Względna? Do tego właśnie prowadzi ten tok rozumowania. A to w konsekwencji prowadzi do tragedii. Bo powiemy, że nie ma uniwersalnych praw, dobra, zła, prawdy, piękna – jest względność, ale czy ona jako z natury niestała może być zasadą wszechrzeczy? Jeśli tak, to do czego to prowadzi?

Z tym pytaniem zostawiam Was do czasu następnej notki. Nie chciałem brnąć tak daleko w te kwestie, jednak jakiś nurt myślowy mnie tam zaprowadził, a odpowiedzi na powstałe pytania nadają się co najmniej na następną notkę. Poza tym liczę na rozbudzenie w Was refleksyjnego ducha ;)