Można by było się zastanawiać jaki był sens tej nadspodziewanie długiej refleksji o banale. Po co
w ogóle o tym pisałem? Z dwóch powodów: uświadomienia Wam (i sobie), że nawet rzeczy banalne mogą okazać się dość trudne i złożone oraz udowodnieniu, że do tego samego problemu można podejść na różne sposoby. W mojej koncepcji, jeśli podejście jest prawidłowe, to zawsze dojdziemy do Prawdy. Parafrazując znane przysłowie: „Wszystkie drogi prowadzą do prawdy”. Cóż, może niekoniecznie wszystkie, ale na pewno wiele.
Wiele dróg, wiele aspektów, koncepcji, różne sposoby spojrzenia na świat. Widzimy to na co dzień. Dla jednych szklanka jest do polowy pełna, dla drugich do połowy pusta. To tylko kwestia różnego spojrzenia na tę samą rzeczywistość. Różne słowniki inaczej definiują banał. Moje podejście jest zapewne sprzeczne z większością tych słownikowych definicji. Wynika ono jednak z jakichś logicznych i wewnętrznie koherentnych twierdzeń i przesłanek. Nie są to po prostu irracjonalne wywody człowieka niespełnego rozumu. Nawet patrząc na tę samą ścianę, w tym samym czasie, każdy inaczej ją spostrzega. Wynika to z czysto technicznych powodów. Mamy inaczej zbudowane narządy zmysłu wzroku, inną perspektywę spojrzenia (nie patrzymy z idealnie tego samego miejsca), no i oczywiście mamy różne mózgi, które inaczej interpretują dane zmysłowe. Czy w takiej perspektywie względności wszystkiego, jest w ogóle miejsce na jakąkolwiek Prawdę? Gdzie szukać stałości we względności?
Powagi całej sytuacji dodał Albert Einstein. Jego ogólna i szczegółowa teoria względności może nam zadziałać na wyobraźnię. W aspekcie jego teorii trzeba sobie zdać sprawę, że nawet takie, wydawać by się mogło nietykalne, wartości jak czas i przestrzeń są względne. Można by powiedzieć, że masa jest względnie stałym elementem, ale właśnie – WZGLĘDNIE stałym. A wszystko przez słynne E = mc2 . Masa zamienia się w energię, energia w masę, a wszystko na bazie jakichś praw. Przynajmniej mamy nadzieję, że jakiejś siły wszystkim zawiadują, ale ciągle brak unifikującej Teorii Wszystkiego. Nawet jakby była i moglibyśmy jednoznacznie stwierdzić, że cała rzeczywistość bierze się z jakiegoś jednego punktu, że jakiś obiekt jest początkiem wszystkiego, to i tak nie będziemy mogli dojść dalej i powiedzieć skąd ten obiekt się wziął. Przypadek, czy celowość? Stałość, czy względność? Zastanówmy się jaka jest natura tego świata, w którym nawet czasu i przestrzeni nie możemy być pewni i czy istnieje w związku z tym jakaś obiektywna prawda o świecie.
Eksperyment myślowy. Wyobraźmy sobie sytuację, że siedzimy w pokoju z kolegą. Kolega chce otworzyć okno, bo mu gorąco, my mu nie pozwalamy, bo jest nam zimno. Pytanie: to jak jest naprawdę – zimno, czy ciepło? Nie da się odpowiedzieć na to pytanie. Ciepło, zimno, dobrze, źle, to jedynie subiektywne przysłówki, które nie niosą żadnej obiektywnej prawdy. Cóż, gdzie szukać ratunku? Chyba jedynie w termometrze, który wskaże stałą wartość, ale niestety nie powie nam, czy to jest jeszcze zimno, czy już ciepło. Problem jednak w tym, że nie potrafimy funkcjonować w świecie pełnym „obiektywnych prawd”. Wszystkie te prawdy pojmujemy w odniesieniu do siebie i tym sposobem przekształcamy w prawdy subiektywne. Świat, w którym używalibyśmy tych wykalkulowanych prawd byłby mechaniczny. Żylibyśmy praktycznie jak roboty. Nie byłoby miejsca na konwenanse, niuanse, niedopowiedzenia, ironię. Wszystko byłoby sztuczne, a człowiekowi ciężko by się żyło w takim środowisku. Odwołuję się do Waszej intuicji i wyobraźni. Wyobraźcie sobie świat „prawdy ogólnej” – bez niuansów, konwenansów – po prostu sam konkret. Nie jestem w stanie tego inaczej przekazać, ale chyba wyczuliście, że ten świat prawdy obiektywnej nie określa w całości rzeczywistości. Nie ma w nim miejsca na emocje, subiektywizm, a przecież wiemy, że to dość obszerna sfera naszego życia. Zwróćmy uwagę, że zwierzęta nie mają takiego problemu. Nie dzielą świata na prawdy subiektywne. Żadna wiewiórka nie ma pretensji do lisa, że dala się złapać, ani nie błaga go o litość. Wie, że musi uciekać jak najszybciej, wie, że musi się rozmnażać, wie, że musi jeść. To dla niej prawdy oczywiste, choć nieuświadomione. Poruszam kontekst biologiczny, gdyż miałem trochę z biologia do czynienia. Każdy patrzy na świat z punktu widzenia własnych doświadczeń. Ja próbuję prezentować jakieś swoje racje, które mogę być uznane za jakąś głęboką prawdę o świecie, ale wcale nie muszą. Kwestia względna. Kwestia odbiorcy i kwestia argumentacji. W tak bogatym zbiorze elementów, jaki oferuje świat nie można zdefiniować każdego z osobna. Kluczem do wszystkiego jest relacja. Relacja generuje punkt odniesienia, a punkt odniesienia powoduje względność rzeczy. Bo czy kura przechodzi przez ulicę, czy ulica przesuwa się pod kurą, to kwestia punktu odniesienia. Jak więc możemy zdawać pytania o naturę rzeczywistości, dobro i zło, skoro dla wiewiórki natura świata jest drzewiasta, dla wielbłąda piaszczysta, dla ryby wodna. To jaka jest naprawdę? Względna? Do tego właśnie prowadzi ten tok rozumowania. A to w konsekwencji prowadzi do tragedii. Bo powiemy, że nie ma uniwersalnych praw, dobra, zła, prawdy, piękna – jest względność, ale czy ona jako z natury niestała może być zasadą wszechrzeczy? Jeśli tak, to do czego to prowadzi?
Z tym pytaniem zostawiam Was do czasu następnej notki. Nie chciałem brnąć tak daleko w te kwestie, jednak jakiś nurt myślowy mnie tam zaprowadził, a odpowiedzi na powstałe pytania nadają się co najmniej na następną notkę. Poza tym liczę na rozbudzenie w Was refleksyjnego ducha ;)
3 komentarze:
Podziwiam Cię za bardzo sprecyzowane poglądy i nieco zazdroszczę.
Co do względności postrzegania świata, to chyba dobrze, że tak jest... świat staje się ciekawy.
Jeśli chodzi o szklankę, nie mam wątpliwości - jest do połowy pełna :]
... a gdyby świat opierał się na obiektywnych prawdach, nie byłoby w nim miejsca na uczucia.
Z niecierpliwością czekam na kolejną notkę, pozdrawiam !
Ha, ostatnio któryś z moich profesorów narzekał na to, że humaniści nie rozumieją teorii względności, a posługują się nią bez problemu, mówiąc: "no, wedle Einsteina, wszystko jest względne"
Ale koleżanka ma rację, jest miejsce na obiektywizm i subiektywizm; tylko jak tu być obiektywnym, gdy w grę wchodzą uczucia?
Jak być obiektywnym, gdy w grę wchodzą uczucia? Chyba się nie da, stąd mój wcześniejszy wniosek, że gdyby świat opierał się na obiektywnych prawdach, nie byłoby w nim miejsca na uczucia. jedno wyklucza drugie. ;]
Prześlij komentarz