sobota, 7 listopada 2009

Kilka słów o banale

We wstępnej notce zasugerowałem, że chciałbym się zająć m. in. tak poważnymi kwestiami jak zło, czy dobro. Myślę, że nie sposób zacząć dywagacji na tak poważne i abstrakcyjne tematy, nie uświadamiając sobie, czym jest banał. A właśnie - czym jest?

Z moich obserwacji wynika, że żyjemy banałami, choć boimy się do tego przyznać. Jeśli wypowiadamy jakąś myśl, to nie chcemy, aby zabrzmiała ona banalnie.  Jeśli zarzuciłbym komuś, że jego stwierdzenia są banalne, to z pewnością potraktowaliby to, jako obrazę. Nie rozumiem jednak, dlaczego słowo banał budzi z reguły pejoratywne konotacje. Chyba nikomu nie muszę udowadniać, że to słowo kojarzy się z czymś oczywistym, błahym, kuriozalnym, płytkim, nieaktualnym. Można by powiedzieć, że banał to słowa pospolitej treści, zawarte w pięknej formie.

Pomimo tego wstępnego zarysowania znaczenia słowa ‘banał’, nie jesteśmy nawet o krok bliżej rozwiązania kwestii tego, czym on jest. Z definicji słownikowej to po prostu „coś oczywistego”, „powszechnie znanego”.  Z kolei te słowa budzą następne, negatywne, skojarzenia. Niesłusznie negatywne. Bo czy pospolity musi być tożsamy z błahym? Jeśli się zastanowimy, to odpowiemy, że nie. Niestety pospolitość ma wpisaną niechęć w swoje znaczenie. To wszystko oczywiście wynika z uwarunkowań kulturowych. Należymy do kultury indywidualistycznej, gdzie wszelka chwała spływa raczej na pojedyncze jednostki, niż zbiorowości. Nawet jeśli jakaś praca jest zbiorowa, to zwykle jest ktoś, kto ‘spija śmietankę’. Nauczeni przez społeczeństwo tego ‘kultu jednostki’, nie jesteśmy wstanie skojarzyć banału z czymś pozytywnym.

Zastanawiające jest to, na jakiej zasadzie dokonujemy rozróżnienia na banał i nie-banał. Granice tego słowa są nieostre, niejednoznaczne. Dla jednego jakieś stwierdzenie będzie zwykłym frazesem, a drugi zauważy w nim jakąś wzniosłą myśl, godną uwagi. Takie sprzeczności są dość częste, a jego przyczyny można rozpatrywać na dwóch płaszczyznach. Nazwę te płaszczyzny: ‘bagażem doświadczeń’ oraz ‘świadomością intelektualną’. Bagaż doświadczeń, czyli pewna intuicyjna zdolność wychwytywania pojęć, stwierdzeń, z którymi zetknęliśmy się wiele razy i kłócą się (lub nie kłócą) one z naszym doświadczeniem. Przykład: jeśli ktoś wiele razy słyszał, że pozytywnie myślenie jest kluczem do odniesienia sukcesu, a życie go nie oszczędza i pozytywne myślenie nie pomaga, to ktoś uzna tę myśl za nieprawdziwą, a dodatkowo (ze względu na to, że wiele razy mu to powtarzano), stwierdzi, że to banał. Znaleźliśmy więc dodatkowy czynnik, który plasuje banał na niezbyt zaszczytnym miejscu. Jednostka z takim bagażem doświadczeń będzie przekonana, że to pospolite kłamstwo, które ładnie brzmi i służy ogłupianiu mas. Kolejny przykład stwierdzenia, które uchodzi za banalne: „Życie jest wielkim darem, należy je szanować”. To stwierdzenie stało się banałem na skutek permanentnego powtarzania przez chrześcijan, oraz innych religii, doktryn promujących wartość, jaką jest życie. Widzimy więc, że głównym kryterium podziału na banał i nie-banał jest (zgodnie z definicja słownikową) powszechność stwierdzenia. W uproszczeniu – banalne to, co nieoryginalne, a wszelkie sprzeczności wynikają z faktu, że każdy posiada inny bagaż doświadczeń. Jeśli za kryterium rozróżniania przyjmiemy powszechność stwierdzeń, to oczywiście nic nie przeszkodzi nam zaliczyć do tej grupy wszelki przesądów i przysłów typu: „Kto zjada ostatki, ten piękny i gładki”, czy „Jak sobie pościelisz, tak się wyśpisz”. Celowo dobrałem właśnie te przykłady. Do tej pory nie ocenialiśmy stwierdzeń pod względem prawdziwości przekazu. Te przykłady banałów pokazują, że możemy to zrobić. Z całą pewnością możemy stwierdzić, że zjadanie resztek z posiłków nie ma żadnego wpływu na naszą urodę (o czym mówi przysłowie pierwsze). Natomiast w przysłowiu drugim wyczuwamy intuicyjnie jakąś prawdziwą myśl. Mianowicie: „Człowiek ponosi konsekwencje własnych czynów”. Oczywiście można dyskutować, czy ktoś się zgadza z tym stwierdzeniem, czy nie, ale takie stwierdzenie stwarza już możliwość do merytorycznej dyskusji na ten temat, a myśl z przysłowia pierwszego łatwo obalić i jeśli miałaby się wywiązać jakaś dyskusja, to byłaby zdecydowanie krótsza i jednostronna. Do określenia ‘nieprawdziwych banałów’ służą inne słowa, takie jak głupota, kłamstwo, czy zabobon. Przyjmijmy więc, że banał to coś pospolitego; oczywistego o względnie prawdziwej treści. Przynajmniej na tej płaszczyźnie.

Co mam na myśli, pisząc „świadomość intelektualna”? Chodzi mi tutaj o pewną obiektywną wiedzę, umiejętność jej syntetyzowania. Krótko mówiąc o zdolność do krytycznego patrzenia na świat i dostrzeganie jego złożoności. Na tej płaszczyźnie banałem nie będzie już tylko coś pospolitego. Świadomość intelektualna pozwala na dostrzeżenie pewnej słabości banałów. Mianowicie ogólnikowość. „Dobrze, człowiek ponosi  konsekwencje własnych czynów, ale co to tak właściwie znaczy”? Na tym poziomie banałem jest coś powszechnego, ale także ogólnikowego, coś co, zdawać by się mogło, mówi nam wszystko, a tak naprawdę, po głębszej analizie nie daje nam nic. Na tym poziomie kryteriami rozróżniania banałów będą: powszechność stwierdzenia, oraz ogólnikowość; brak konkretnych odpowiedzi. Zauważmy, że wiąże się to z krytyką frazesów. Takie myślenie niesamowicie spłyca stwierdzenia, czyniąc je tym samym banalnymi i niemającymi tak naprawdę nic wspólnego z mądrością.

Tym sposobem dotarliśmy do miejsca, gdzie banał jawi się jako coś ewidentnie płytkiego i negatywnego. Bardziej uważni czytelnicy mogli dostrzec, że nie uważam banału za coś negatywnego. Prosty z tego wniosek, że nie do końca zgadzam się z typem myślenia intelektualistycznego, który przedstawiłem powyżej. Dlaczego? Już wyjaśniam. Jako osoba, która ceni prawdę dość wysoko w hierarchii wartości, głównym kryteriami, które przyjmuje w określaniu banałów są powszechność oraz prawdziwość. Jeśli jakieś stwierdzenie jest prawdziwe, to pomimo swojej powszechności niesie ze sobą wielką moc. Oczywiście zgadzam się ze wszystkimi, którzy oskarżają banały, mówiąc, że są ogólnikowe i nic nam tak naprawdę nie mówią. Jednak nie umniejsza to wartości banału; wartości prawdy, jaką niesie za sobą banał. Dlaczego? Do prawdy trzeba dojść samemu. Prawda objawiona nie może się równać z prawdą, do której sami doszliśmy. Frazesy przekazują nam jedynie konkluzję, która jest ‘iskrą zapalną’ do własnych refleksji. Dzięki tej iskrze, każdy może zbudować własną drogę dojścia do banału (pozbądźcie się w tym miejscu negatywnych konotacji). Dojść do banału, czyli, w wielu przypadkach, dojść do prawdy. Oczywiście możemy na drodze refleksji dojść do stwierdzenia sprzecznego z tym, które głosi banał. Jednak wtedy ów banał przestaje być dla nas banałem, staje się po prostu kłamstwem.

Pora teraz na podsumowanie wniosków. Gdyż tutaj jesteśmy w stanie odpowiedzieć czym, na gruncie tego rozumowania staje się banał. Jest to powszechne i prawdziwe stwierdzenie ujęte w ogólnikowej formie konkluzji. Banał stanowi więc końcową drogę pewnych przemyśleń, a jego ogólnikowa forma jedynie zwiększa jego wartościowość. Zwiększa, bo pozwala nam na własną refleksję, własną drogę dojścia to tej powszechnej prawdy. Ważne, żeby mieć świadomość dlaczego dany frazes jest prawdziwy, a nie przyjmować go jako prawdziwy bezrefleksyjnie. Ogólnikowość jawi się więc jako coś pozytywnego, pozwalającego na własne przemyślenia.

Mam nadzieję, że lektura zmieni Wasz sposób postrzegania banałów na pozytywny. Jeśli głoszę banały, to dlatego, że są one prawdziwe. Wszyscy o nich wiedzą, śmieją się z nich, bo są oczywiste. Jednak mało kto sili się na głębszą refleksję na ich temat. Jednak banał robi współcześnie wielką karierę, a granica między prawdziwym, pięknym banałem, a wierutnym kłamstwem może być bardzo nieduża. Tym bardziej, że ogólnikowość frazesów może prowadzić do ich niewłaściwej interpretacji. Zauważmy, że zapotrzebowanie na banał, we współczesnym świecie jest wielkie. Spójrzmy na twórczość Paulo Coelho, który zasypuje nas wielką ilością banałów. Krytycy zarzucają mu więc płytkość, a czytelnicy uwielbiają. Pisze on prostym językiem, powszechne prawdy, typu „Podążaj za marzeniami”, „Zdobądź się na jedność z przyrodą”, „Wszechświat chce, abyś wypełnił swoje przeznaczenie”, „Prawdziwa miłość zawsze zwycięża”.  Takim prawdom ciężko się przeciwstawiać. Jego słowa są po prostu piękne. Są bardzo atrakcyjne ze względu na formę i treść – niosą bardzo pozytywne przesłanie, mające mądrościowy charakter. Można z tej twórczości wyciągnąć naprawdę piękne prawdy, ale należy uważać, bo twórczość Coelho jest dość jednostronna. Nie oddaje złożoności życia – wszystko jawi się tam jako proste, oczywiste i piękne. Nie zawsze takie jest. „Przeznaczenie chce, abyś je wypełnij, dlatego nie rezygnuj z marzeń” – to chyba jedna z myśli przewodnich „Alchemika” , który niewątpliwie jest piękną książką. Aby podążać drogą własnej Legendy, trzeba umieć odczytywać znaki. Mamy więc receptę na udane życie – nie bójmy się marzyć, odczytujmy znaki, aby podążać za marzeniami i własną Legendą. Problem w tym, że człowiek sam przypisuje znaczenie ‘znakom’. W znakach nie jest zawarta żadna mądrość Wszechświata, bo każdy z nich zinterpretujemy według własnej, subiektywnej prawdy, a nie prawdy Wszechświata. Tutaj jawi się ta złożoność. Piszę o tym, dlatego, że banały mogą być prawdziwe i piękne lub mogą się okazać pełnymi sprzeczności kłamstwami. Nasze płytkie, powierzchowne podejście do banałów świadczy tylko o naszej płytkości, a PRAWDZIWY banał zawsze będzie czymś pięknym i pozytywnym.

 

Tą dosyć długą dygresją kończę cały wywód. Banał jest czymś zawsze pięknym i prawdziwym, a trudność polega na tym, że krótka droga od pięknego banału, do wierutnego kłamstwa.

5 komentarzy:

P. pisze...

Jadąc dzisiaj rano autobusem na zajęcia, przemyślałam sobie dokładnie kwestię banału (żeby nie było, nie mam wcale tak blisko:D)

Coelho wzbudza we mnie odruch wymiotny, bo było wielu przed nim, którzy te same kwestie poruszali w inny 'bardziej wysublimowany' sposób; tak, aż narzuca się sformułowanie 'mniej banalny' xD Zresztą wiesz, jak się czyta klasykę, to on traci, leci na łeb na szyję aż do zera. A klasyka? Mówi przecież o wartościach uniwersalnych.

Coelho umie dobierać słowa tak, by całość stała się atrakcyjna, zrozumiała i zionęła ogniem objawienia: bo czy czytelnicy-fani Coelho zrozumieją kwestię szukania szczęścia w wielkiej literaturze francuskiej? Nie, bo gdyby ją rozumieli, nie czytaliby Coelha.

Przejrzałam sobie pobieżnie definicję banału i pomimo tego, że większość słowników podaje, że jest to tzw. 'prawda oczywista', to dodaje również, że banał to 'myśl niezawierająca głębszych treści', 'puste słowa'. Z definicjami bywa tak: każdy wie, że są ich tysiące i mało kto umie na zawołanie je formułować, bo każda próba wyzwala tysiące wątpliwości.

Moje uczucia (bo bez wiedzy merytorycznej na ten temat może mi się jedynie subiektywnie wydawać) mówią mi, że wartością najwyższą jest prawda. Ale prawda opakowana w wykwintną całość stoi o wiele wyżej niż prawda opakowana w banały. Rama ta sama, a obraz inny.

[Będę mówić prawdę, prawdę i tylko prawdę - przeczytałam w środę; termin komentowania to już inna zabawa:P]

Chuck pisze...

Cóż, piszesz, że przy klasyce Coelho leci na łeb, na szyję. Zależy co się ceni. Różne są mentalności, różni są czytelnicy. Moim zdaniem fani Coelho nie są gorsi od miłośników literatury francuskiej, o ile podejmują refleksje. Bo przecież Coelho również mówi o wartościach uniwerslanych - inna jest forma.

Rozumiem doskonale o co Ci chodzi. Wezmę pierwszy lepszy przykład, bo inny nie przychodzi mi do głowy. Voltaire - "Kandyd". Mamy tam zawarte pewne prawdy. Najlepiej cieszyć się chwilą, własnym życiem i robić to z pasją. Przekładając na Coelho: Podążać za własną Legendą i czerpać przyjemność z tego, co robimy". Różnica. Coelho mówi to wprost. Voltaire każe się domyślać.

Problem w tym, że Coelho nie przekaże nam subtelnej ironii z optymizmu, tak jak mówisz, różnica jest w formie, która moim zdaniem, wobec Prawdy nie ma większego znaczenia.

To tak jak jadać w wykwintnej restauracji, albo w podmiejskim barze. Istotne, aby się najeść. Ważne jest kto ile wyciągnie z tekstu. Są ludzie, którzy więcej mądrych rzeczy wyciągną z lektury Coelha, niż Voltaire'a i na odwrót i to się tak naprawdę liczy. Nie każdy jest kiperem formy i trzeba to uszanować, bo to nie świadczy o wrażliwości i inteligencji czytelnika. Jedni wolą ze zbioru przesłanek dochodzić do wniosku (tak jak Voltaire), inni wolą poddać wniosek analizie i dochodzić do ogólej istocie świata.

Powtarzam - jedyna różnica w formie. Dlatego nie wiem czemu piszesz, że Prawda opakowana w wykwintną calość stoi wyżej od Prawdy opakowanej w banały. Bo moim zdaniem rama inna, ale obraz ten sam (czyli odwrotnie, niż u Ciebie). Prawda jest Prawdą i każdy ma prawo dojścia do niej na wlasny sposób. Czy robi to przez busz, bagna i chlew, czy przez pola elizejskie, jest nieistotne. (Chyba, że sam podmiot będzie żalowal obranej drogi).

P. pisze...

Metafora z obrazem nie ma na celu zmiany ciężkości pojęcia prawdy.
Owszem, prawda jest ta sama. Ale prawda lepiej opakowana jest dla mnie smaczniejsza niż banały.
I założę się, że Ci którzy czytają Coelho, mają to samo wrażenie, że to co czytają, to jest prawda świetnie zapakowana.

Widzisz, ja cenię prawdę, nie wiem czy mniej od Ciebie; chyba tak. I jestem fanką formy, a raczej wyznaję formę.

Porównanie klasyki do Coelho, hmm, tak, czytelnicy są różni. Ale są pewne obiektywne kryteria oceny tekstu. No dobra, znowu formy.

Nie jestem w stanie odejść od formy na tyle, zeby powiedzieć: super, że tak beznadziejny tekst skłania kogoś do refleksji, ale generalnie wierzę, że tak może być. ;]

Chuck pisze...

Dobra, rozumiem. Fanki formy nie przekonam. Ja czytam Coelho, przeczytałem kilka pozycji. Wielkim fanem nie jestem, ale niektóre jego myśli podzielam. Miła odskocznia od formy ;)

A obiektywnie trzeba przyznać, że forma, jak i sposób kreacji bohaterów u Coelho, to DNO. Co nie doskwalfikuje jego książek, bo, jeśli się chce, to można wyciągnąć wspaniałe treści.

Ja osobiście uwielbiam formę, ale nie dla samej formy. Forma uczy kreatywności, rozwija umysł w pewien specyficzny sposób - dlatego ją lubię. A forma jako taka i wszelkie konwenanse z nią związane, trochę mnie drażnią. Zresztą, caly mój formalny sposób wysławiania jest po to, żebym był lepiej zrozumiany. Tylko to jest pewien paradoks, bo używając precyzyjnych, naukowych pojęć, zwykle tracimy na jasności przekazu, a pewien rodzaj napompowanej sztuczności w mojej Formie tekstu pisanego jest po części wyrazem pogardy dla niej samej. Aczkolwiek jest to kreatywne, więc warto praktykować używanie wielu nowych wyrazów i konstrukcji zdaniowych.

P pisze...

Forma - w mojej definicji styl napisania tekstu, bez wartościowania, dzielenia. Forma pisania jest zarówno styl, w jakim pisze Gombrowicz, jak i Rej. Przepraszam za skrótowce, obcinam myśli, itd. Formy w sensie 'gęby' nie trawię.