piątek, 27 listopada 2009

Próba uporania się ze względnością, czyli rozważan ciag dalszy.

Ostatnie rozważania brutalnie przerwaliśmy, w dośc ważnym, wręcz krytycznym, momencie. Doszliśmy do konkluzji, że wszystko jest względne. Wydaje się to troche naiwne, nic nam w sumie nie mówi. Domaga się doprecyzowania.


W ostatniej notce zwróciliśmy uwagę na fakt, że każdy inaczej (subiektywnie) postrzega rzeczywistość. Nie ma w nim miejsca na obiektywną prawdę, ze względu na różnice występujące w aparacie poznawczym każdego z nas (każdego organizmu żywego). Co prawda jesteśmy w stanie obiektywizować rzeczywistość na swoje potrzeby praktyczne. Wszelkie naukowe badania są opierane na rzetelnych pomiarach i prowadzą do obiektywnych wniosków. Jednak te obiektywne prawdy nie są w stanie oddać całej złożoności struktury rzeczywistości. A to dlatego, że takie wartości jak sprawiedliwość, wolność, miłość czy przyjaźń są po prostu niemierzalne. Jaka jest więc natura wszechrzeczy? Czy Prawda obiektywna istnieje? A jeśli tak, to czy jesteśmy w stanie ją poznać?


Mniej więcej przed takimi pytaniami staneliśmy tydzień temu. W komentarzach widać, że zdania są różne - to dobrze, choć kompletnie brakuje argumentów popierających którąkolwiek z wypowiedzi. Jest miejsce na obiektywizm i subiektywizm jednocześnie? Ja uważam, że tak i postaram się to uzasadnić, gdyż nie do końca pasuje mi słynne stwierdzenie Protagorasa, że to człowiek jest miarą wszechrzeczy.  (gr. πάντων χρημάτων μέτρον άνθρωπος panton chrematon metron anthropos). Jeśli tak by było, to świat nie mógłby istnieć, gdyby nie było człowieka. Jednak Protagorasowi chodziło o coś innego. Mówił, że nie ma wartości uniwersalnych, a wszystko jest zależne od mocy argumentów. Jednej i tej samej rzeczy można przypisywać różne wartości, gdyż nie ma wartości obiektywnych. Dla jednego ten sam czyn będzie dobry, dla drugiego zły. Protagoras mówi, że trzeba przyjąć kryterium użyteczności. Lepsze jest to, co sprawdza się w praktyce i do tego trzeba przekonywać.


Zwróćmy jednak uwagę, że człowiek posiada zdolność do abstrahowania. Dostrzega analogie i na tej podstawie może budować obiektywne wnioski i prawa. Przecież prawo grawitacji obowiązuje nas wszystkich w ten sam sposób, choć skutki jego oddziaływania są różne dla piórka i hipopotama. Samo prawo odziałuje na obydwa ciała tak samo. Widzimy więc, że istnieje powszechne prawo i jego subiektywne manifestacje. Czas i przestrzeń są względne, ulegają zakrzywieniu, odzialuje na nie masa. Przy prędkościach bliskich prędkości światła mamy do czynienia z dylatacją czasu, jest on więc względny, ale samo prawo na którym opiera się zjawisko dylatacji jest już obiektywne i każdy podlega mu w ten sam sposób (choć odczuwa to subiektywnie).

Odrębną kwestia jest sprawa uczuć i wartości, gdyż tam nie ma liczb. Każdy inaczej pojmuje sprawiedliwośc, czy odczuwa miłość. Jeden powie, że kocha się tylko raz, drugi, że można zakochać się kilka razy. Ktoś powie, że sprawiedliwy jest kodeks Hammurabiego, inny się z tym nie zgodzi. Tutaj ciężej znaleźć jakieś ogólne Prawo, które mówiloby ostatecznie kto ma rację. Czy istnieje ogólne pojęcie sprawiedliwości, czy to po prostu abstrakt stworzony przez człowieka? Kwestię uczuć można latwo wyjaśnić. Podlega ona ogolnym prawom fizyko-chemicznym, odczuwamy ją różnie - różne stężenia substancji we krwi, różne reakcje mózgu na tę samą substancję, z powodu róznej budowy anatomicznej naszych mózgów, ale prawa reagowania i prawa rozwoju mózgu te same.

Pozostaje jednak problem wartościowania. Kto kocha bardziej? Czyja przyjaźń jest silniejsza? Który obraz jest piękniejszy? Czyje postępowanie jest bardziej sprawiedliwe? Nie ma wyjścia - trzeba zastosować jakieś kryteria. Czyje kryterium jest lepsze; czyje jest obiektywne?
Załóżmy, że jesteśmy w stanie zebrać wszystkie czyny. Każdy z nas, na podstawie subiektywnych kryteriów ocenia je, czy jest sprawiedliwe. W ten sposób zebraliśmy cały zbiór czynów sprawiedliwych. Jak zauważyliśmy człowiek ma zdolnośc do abstrahowania i z całą pewnością potrafi dostrzec analogie obecne w tych czynach. Oddzielamy te analogie i na ich podstawie budujemy definicję czynu sprawiedliwego. Oczywiście ta indukcyjna metoda jest nie do wykonania w praktyce, gdyż nie da się sklasyfikować wszystkich czynów. Jest ich nieskonczenie wiele, dlatego definicja nie będzie doskonała, ale można ją udoskonalać, a teoretycznie doprowadzić do perfekcji. Podziękujmy Sokratesowi za wymyślenie tej indukcyjnej metody i pokazanie, że obiektywna prawda może istnieć, a my możemy do niej dążyć.


Widzimy, że subiektywizm i obiektywizm mogą istnieć równolegle - jedno nie musi wykluczać drugiego. Świat jawi się jako względny, ale rządzą nim stałe prawa. Możemy dostrzec, że człowiek ma trudności z wpisaniem się w te prawa. Zwierzęta nie mają takiego problemu, co już nieśmiało próbowałem sygnalizować. Czy rzeczywiście jesteśmy tacy cudowni i wyjątkowi, za jakich się uważamy? Czy inteligencja jest wystarczającym kryterium stanowiącym i wyjątkowości, niepowtarzalności? Mamy prawo do pychy, jako najdoskonalsze ze stworzeń i czy na pewno najdoskonalsze? Z tymi pytaniami Was zostawiam. Trud odpowiedzi podejmę przy okazji następnej notki. Potencjalnych czytelników proszę o komentarz do głównego wątku, nie tylko koncowych pytań, gdyż do nich powrócimy później.

czwartek, 19 listopada 2009

O względności rzeczy świata tego.

Można by było się zastanawiać jaki był sens tej nadspodziewanie długiej refleksji o banale. Po co
w ogóle o tym pisałem? Z dwóch powodów: uświadomienia Wam (i sobie), że nawet rzeczy banalne mogą okazać się dość trudne i złożone oraz udowodnieniu, że do tego samego problemu można podejść na różne sposoby. W mojej koncepcji, jeśli podejście jest prawidłowe, to zawsze dojdziemy do Prawdy. Parafrazując znane przysłowie: „Wszystkie drogi prowadzą do prawdy”. Cóż, może niekoniecznie wszystkie, ale na pewno wiele.

Wiele dróg, wiele aspektów, koncepcji, różne sposoby spojrzenia na świat. Widzimy to na co dzień. Dla jednych szklanka jest do polowy pełna, dla drugich do połowy pusta. To tylko kwestia różnego spojrzenia na tę samą rzeczywistość. Różne słowniki inaczej definiują banał. Moje podejście jest zapewne sprzeczne z większością tych słownikowych definicji. Wynika ono jednak z jakichś logicznych i wewnętrznie koherentnych twierdzeń i przesłanek. Nie są to po prostu irracjonalne wywody człowieka niespełnego rozumu. Nawet patrząc na tę samą ścianę, w tym samym czasie, każdy inaczej ją spostrzega. Wynika to z czysto technicznych powodów. Mamy inaczej zbudowane narządy zmysłu wzroku, inną perspektywę spojrzenia (nie patrzymy z idealnie tego samego miejsca), no i oczywiście mamy różne mózgi, które inaczej interpretują dane zmysłowe. Czy w takiej perspektywie względności wszystkiego, jest w ogóle miejsce na jakąkolwiek Prawdę? Gdzie szukać stałości we względności?

Powagi całej sytuacji dodał Albert Einstein. Jego ogólna i szczegółowa teoria względności może nam zadziałać na wyobraźnię. W aspekcie jego teorii trzeba sobie zdać sprawę, że nawet takie, wydawać by się mogło nietykalne, wartości jak czas i przestrzeń są względne. Można by powiedzieć, że masa jest względnie stałym elementem, ale właśnie – WZGLĘDNIE stałym. A wszystko przez słynne E = mc2 . Masa zamienia się w energię, energia w masę, a wszystko na bazie jakichś praw. Przynajmniej mamy nadzieję, że jakiejś siły wszystkim zawiadują, ale ciągle brak unifikującej Teorii Wszystkiego. Nawet jakby była i moglibyśmy jednoznacznie stwierdzić, że cała rzeczywistość bierze się z jakiegoś jednego punktu, że jakiś obiekt jest początkiem wszystkiego, to i tak nie będziemy mogli dojść dalej i powiedzieć skąd ten obiekt się wziął. Przypadek, czy celowość? Stałość, czy względność? Zastanówmy się jaka jest natura tego świata, w którym nawet czasu i przestrzeni nie możemy być pewni i czy istnieje w związku z tym jakaś obiektywna prawda o świecie.

Eksperyment myślowy. Wyobraźmy sobie sytuację, że siedzimy w pokoju z kolegą. Kolega chce otworzyć okno, bo mu gorąco, my mu nie pozwalamy, bo jest nam zimno. Pytanie: to jak jest naprawdę – zimno, czy ciepło? Nie da się odpowiedzieć na to pytanie.  Ciepło, zimno, dobrze, źle, to jedynie subiektywne przysłówki, które nie niosą żadnej obiektywnej prawdy. Cóż, gdzie szukać ratunku? Chyba jedynie w termometrze, który wskaże stałą wartość, ale niestety nie powie nam, czy to jest jeszcze zimno, czy już ciepło. Problem jednak w tym, że nie potrafimy funkcjonować w świecie pełnym „obiektywnych prawd”. Wszystkie te prawdy pojmujemy w odniesieniu do siebie i tym sposobem przekształcamy w prawdy subiektywne. Świat, w którym używalibyśmy tych wykalkulowanych prawd byłby mechaniczny. Żylibyśmy praktycznie jak roboty. Nie byłoby miejsca na konwenanse, niuanse, niedopowiedzenia, ironię. Wszystko byłoby sztuczne, a człowiekowi ciężko by się żyło w takim środowisku. Odwołuję się do Waszej intuicji i wyobraźni. Wyobraźcie sobie świat „prawdy ogólnej” – bez niuansów, konwenansów – po prostu sam konkret. Nie jestem w stanie tego inaczej przekazać, ale chyba wyczuliście, że ten świat prawdy obiektywnej nie określa w całości rzeczywistości. Nie ma w nim miejsca na emocje, subiektywizm, a przecież wiemy, że to dość obszerna sfera naszego życia. Zwróćmy uwagę, że zwierzęta nie mają takiego problemu. Nie dzielą świata na prawdy subiektywne. Żadna wiewiórka nie ma pretensji do lisa, że dala się złapać, ani nie błaga go o litość. Wie, że musi uciekać jak najszybciej, wie, że musi się rozmnażać, wie, że musi  jeść. To dla niej prawdy oczywiste, choć nieuświadomione. Poruszam kontekst biologiczny, gdyż miałem trochę z biologia do czynienia. Każdy patrzy na świat z punktu widzenia własnych doświadczeń. Ja próbuję prezentować jakieś swoje racje, które mogę być uznane za jakąś głęboką prawdę o świecie, ale wcale nie muszą. Kwestia względna. Kwestia odbiorcy i kwestia argumentacji. W tak bogatym zbiorze elementów, jaki oferuje świat nie można zdefiniować każdego z osobna. Kluczem do wszystkiego jest relacja. Relacja generuje punkt odniesienia, a punkt odniesienia powoduje względność rzeczy. Bo czy kura przechodzi przez ulicę, czy ulica przesuwa się pod kurą, to kwestia punktu odniesienia. Jak więc możemy zdawać pytania o naturę rzeczywistości, dobro i zło, skoro dla wiewiórki natura świata jest drzewiasta, dla wielbłąda piaszczysta, dla ryby wodna. To jaka jest naprawdę? Względna? Do tego właśnie prowadzi ten tok rozumowania. A to w konsekwencji prowadzi do tragedii. Bo powiemy, że nie ma uniwersalnych praw, dobra, zła, prawdy, piękna – jest względność, ale czy ona jako z natury niestała może być zasadą wszechrzeczy? Jeśli tak, to do czego to prowadzi?

Z tym pytaniem zostawiam Was do czasu następnej notki. Nie chciałem brnąć tak daleko w te kwestie, jednak jakiś nurt myślowy mnie tam zaprowadził, a odpowiedzi na powstałe pytania nadają się co najmniej na następną notkę. Poza tym liczę na rozbudzenie w Was refleksyjnego ducha ;)

sobota, 7 listopada 2009

Kilka słów o banale

We wstępnej notce zasugerowałem, że chciałbym się zająć m. in. tak poważnymi kwestiami jak zło, czy dobro. Myślę, że nie sposób zacząć dywagacji na tak poważne i abstrakcyjne tematy, nie uświadamiając sobie, czym jest banał. A właśnie - czym jest?

Z moich obserwacji wynika, że żyjemy banałami, choć boimy się do tego przyznać. Jeśli wypowiadamy jakąś myśl, to nie chcemy, aby zabrzmiała ona banalnie.  Jeśli zarzuciłbym komuś, że jego stwierdzenia są banalne, to z pewnością potraktowaliby to, jako obrazę. Nie rozumiem jednak, dlaczego słowo banał budzi z reguły pejoratywne konotacje. Chyba nikomu nie muszę udowadniać, że to słowo kojarzy się z czymś oczywistym, błahym, kuriozalnym, płytkim, nieaktualnym. Można by powiedzieć, że banał to słowa pospolitej treści, zawarte w pięknej formie.

Pomimo tego wstępnego zarysowania znaczenia słowa ‘banał’, nie jesteśmy nawet o krok bliżej rozwiązania kwestii tego, czym on jest. Z definicji słownikowej to po prostu „coś oczywistego”, „powszechnie znanego”.  Z kolei te słowa budzą następne, negatywne, skojarzenia. Niesłusznie negatywne. Bo czy pospolity musi być tożsamy z błahym? Jeśli się zastanowimy, to odpowiemy, że nie. Niestety pospolitość ma wpisaną niechęć w swoje znaczenie. To wszystko oczywiście wynika z uwarunkowań kulturowych. Należymy do kultury indywidualistycznej, gdzie wszelka chwała spływa raczej na pojedyncze jednostki, niż zbiorowości. Nawet jeśli jakaś praca jest zbiorowa, to zwykle jest ktoś, kto ‘spija śmietankę’. Nauczeni przez społeczeństwo tego ‘kultu jednostki’, nie jesteśmy wstanie skojarzyć banału z czymś pozytywnym.

Zastanawiające jest to, na jakiej zasadzie dokonujemy rozróżnienia na banał i nie-banał. Granice tego słowa są nieostre, niejednoznaczne. Dla jednego jakieś stwierdzenie będzie zwykłym frazesem, a drugi zauważy w nim jakąś wzniosłą myśl, godną uwagi. Takie sprzeczności są dość częste, a jego przyczyny można rozpatrywać na dwóch płaszczyznach. Nazwę te płaszczyzny: ‘bagażem doświadczeń’ oraz ‘świadomością intelektualną’. Bagaż doświadczeń, czyli pewna intuicyjna zdolność wychwytywania pojęć, stwierdzeń, z którymi zetknęliśmy się wiele razy i kłócą się (lub nie kłócą) one z naszym doświadczeniem. Przykład: jeśli ktoś wiele razy słyszał, że pozytywnie myślenie jest kluczem do odniesienia sukcesu, a życie go nie oszczędza i pozytywne myślenie nie pomaga, to ktoś uzna tę myśl za nieprawdziwą, a dodatkowo (ze względu na to, że wiele razy mu to powtarzano), stwierdzi, że to banał. Znaleźliśmy więc dodatkowy czynnik, który plasuje banał na niezbyt zaszczytnym miejscu. Jednostka z takim bagażem doświadczeń będzie przekonana, że to pospolite kłamstwo, które ładnie brzmi i służy ogłupianiu mas. Kolejny przykład stwierdzenia, które uchodzi za banalne: „Życie jest wielkim darem, należy je szanować”. To stwierdzenie stało się banałem na skutek permanentnego powtarzania przez chrześcijan, oraz innych religii, doktryn promujących wartość, jaką jest życie. Widzimy więc, że głównym kryterium podziału na banał i nie-banał jest (zgodnie z definicja słownikową) powszechność stwierdzenia. W uproszczeniu – banalne to, co nieoryginalne, a wszelkie sprzeczności wynikają z faktu, że każdy posiada inny bagaż doświadczeń. Jeśli za kryterium rozróżniania przyjmiemy powszechność stwierdzeń, to oczywiście nic nie przeszkodzi nam zaliczyć do tej grupy wszelki przesądów i przysłów typu: „Kto zjada ostatki, ten piękny i gładki”, czy „Jak sobie pościelisz, tak się wyśpisz”. Celowo dobrałem właśnie te przykłady. Do tej pory nie ocenialiśmy stwierdzeń pod względem prawdziwości przekazu. Te przykłady banałów pokazują, że możemy to zrobić. Z całą pewnością możemy stwierdzić, że zjadanie resztek z posiłków nie ma żadnego wpływu na naszą urodę (o czym mówi przysłowie pierwsze). Natomiast w przysłowiu drugim wyczuwamy intuicyjnie jakąś prawdziwą myśl. Mianowicie: „Człowiek ponosi konsekwencje własnych czynów”. Oczywiście można dyskutować, czy ktoś się zgadza z tym stwierdzeniem, czy nie, ale takie stwierdzenie stwarza już możliwość do merytorycznej dyskusji na ten temat, a myśl z przysłowia pierwszego łatwo obalić i jeśli miałaby się wywiązać jakaś dyskusja, to byłaby zdecydowanie krótsza i jednostronna. Do określenia ‘nieprawdziwych banałów’ służą inne słowa, takie jak głupota, kłamstwo, czy zabobon. Przyjmijmy więc, że banał to coś pospolitego; oczywistego o względnie prawdziwej treści. Przynajmniej na tej płaszczyźnie.

Co mam na myśli, pisząc „świadomość intelektualna”? Chodzi mi tutaj o pewną obiektywną wiedzę, umiejętność jej syntetyzowania. Krótko mówiąc o zdolność do krytycznego patrzenia na świat i dostrzeganie jego złożoności. Na tej płaszczyźnie banałem nie będzie już tylko coś pospolitego. Świadomość intelektualna pozwala na dostrzeżenie pewnej słabości banałów. Mianowicie ogólnikowość. „Dobrze, człowiek ponosi  konsekwencje własnych czynów, ale co to tak właściwie znaczy”? Na tym poziomie banałem jest coś powszechnego, ale także ogólnikowego, coś co, zdawać by się mogło, mówi nam wszystko, a tak naprawdę, po głębszej analizie nie daje nam nic. Na tym poziomie kryteriami rozróżniania banałów będą: powszechność stwierdzenia, oraz ogólnikowość; brak konkretnych odpowiedzi. Zauważmy, że wiąże się to z krytyką frazesów. Takie myślenie niesamowicie spłyca stwierdzenia, czyniąc je tym samym banalnymi i niemającymi tak naprawdę nic wspólnego z mądrością.

Tym sposobem dotarliśmy do miejsca, gdzie banał jawi się jako coś ewidentnie płytkiego i negatywnego. Bardziej uważni czytelnicy mogli dostrzec, że nie uważam banału za coś negatywnego. Prosty z tego wniosek, że nie do końca zgadzam się z typem myślenia intelektualistycznego, który przedstawiłem powyżej. Dlaczego? Już wyjaśniam. Jako osoba, która ceni prawdę dość wysoko w hierarchii wartości, głównym kryteriami, które przyjmuje w określaniu banałów są powszechność oraz prawdziwość. Jeśli jakieś stwierdzenie jest prawdziwe, to pomimo swojej powszechności niesie ze sobą wielką moc. Oczywiście zgadzam się ze wszystkimi, którzy oskarżają banały, mówiąc, że są ogólnikowe i nic nam tak naprawdę nie mówią. Jednak nie umniejsza to wartości banału; wartości prawdy, jaką niesie za sobą banał. Dlaczego? Do prawdy trzeba dojść samemu. Prawda objawiona nie może się równać z prawdą, do której sami doszliśmy. Frazesy przekazują nam jedynie konkluzję, która jest ‘iskrą zapalną’ do własnych refleksji. Dzięki tej iskrze, każdy może zbudować własną drogę dojścia do banału (pozbądźcie się w tym miejscu negatywnych konotacji). Dojść do banału, czyli, w wielu przypadkach, dojść do prawdy. Oczywiście możemy na drodze refleksji dojść do stwierdzenia sprzecznego z tym, które głosi banał. Jednak wtedy ów banał przestaje być dla nas banałem, staje się po prostu kłamstwem.

Pora teraz na podsumowanie wniosków. Gdyż tutaj jesteśmy w stanie odpowiedzieć czym, na gruncie tego rozumowania staje się banał. Jest to powszechne i prawdziwe stwierdzenie ujęte w ogólnikowej formie konkluzji. Banał stanowi więc końcową drogę pewnych przemyśleń, a jego ogólnikowa forma jedynie zwiększa jego wartościowość. Zwiększa, bo pozwala nam na własną refleksję, własną drogę dojścia to tej powszechnej prawdy. Ważne, żeby mieć świadomość dlaczego dany frazes jest prawdziwy, a nie przyjmować go jako prawdziwy bezrefleksyjnie. Ogólnikowość jawi się więc jako coś pozytywnego, pozwalającego na własne przemyślenia.

Mam nadzieję, że lektura zmieni Wasz sposób postrzegania banałów na pozytywny. Jeśli głoszę banały, to dlatego, że są one prawdziwe. Wszyscy o nich wiedzą, śmieją się z nich, bo są oczywiste. Jednak mało kto sili się na głębszą refleksję na ich temat. Jednak banał robi współcześnie wielką karierę, a granica między prawdziwym, pięknym banałem, a wierutnym kłamstwem może być bardzo nieduża. Tym bardziej, że ogólnikowość frazesów może prowadzić do ich niewłaściwej interpretacji. Zauważmy, że zapotrzebowanie na banał, we współczesnym świecie jest wielkie. Spójrzmy na twórczość Paulo Coelho, który zasypuje nas wielką ilością banałów. Krytycy zarzucają mu więc płytkość, a czytelnicy uwielbiają. Pisze on prostym językiem, powszechne prawdy, typu „Podążaj za marzeniami”, „Zdobądź się na jedność z przyrodą”, „Wszechświat chce, abyś wypełnił swoje przeznaczenie”, „Prawdziwa miłość zawsze zwycięża”.  Takim prawdom ciężko się przeciwstawiać. Jego słowa są po prostu piękne. Są bardzo atrakcyjne ze względu na formę i treść – niosą bardzo pozytywne przesłanie, mające mądrościowy charakter. Można z tej twórczości wyciągnąć naprawdę piękne prawdy, ale należy uważać, bo twórczość Coelho jest dość jednostronna. Nie oddaje złożoności życia – wszystko jawi się tam jako proste, oczywiste i piękne. Nie zawsze takie jest. „Przeznaczenie chce, abyś je wypełnij, dlatego nie rezygnuj z marzeń” – to chyba jedna z myśli przewodnich „Alchemika” , który niewątpliwie jest piękną książką. Aby podążać drogą własnej Legendy, trzeba umieć odczytywać znaki. Mamy więc receptę na udane życie – nie bójmy się marzyć, odczytujmy znaki, aby podążać za marzeniami i własną Legendą. Problem w tym, że człowiek sam przypisuje znaczenie ‘znakom’. W znakach nie jest zawarta żadna mądrość Wszechświata, bo każdy z nich zinterpretujemy według własnej, subiektywnej prawdy, a nie prawdy Wszechświata. Tutaj jawi się ta złożoność. Piszę o tym, dlatego, że banały mogą być prawdziwe i piękne lub mogą się okazać pełnymi sprzeczności kłamstwami. Nasze płytkie, powierzchowne podejście do banałów świadczy tylko o naszej płytkości, a PRAWDZIWY banał zawsze będzie czymś pięknym i pozytywnym.

 

Tą dosyć długą dygresją kończę cały wywód. Banał jest czymś zawsze pięknym i prawdziwym, a trudność polega na tym, że krótka droga od pięknego banału, do wierutnego kłamstwa.

Co, jak i dlaczego? Czyli kilka słów wyjaśnienia.

Pierwszą notkę wypadałoby zacząć od kilku słów wyjaśnienia dla potencjalnych czytelników. Co jakiś czas (mam nadzieję, że przynajmniej raz w tygodniu) postaram się podzielić tutaj swoimi refleksjami. Czego owe refleksje będą dotyczyły? Mówiąc najprościej - wszystkiego. Otaczającego świata, ludzkich zachowań, społeczeństwa, sensu istnienia, tego czym jest istnienie jako takie, czym jest zło itp. Ta enumeratywna próba określenia treści mojego bloga może się jednak okazać myląca. Nie chcę się dzielić tylko i wyłącznie abstraktami filozoficznymi. W założeniu mam zamiar stopniować poziom abstrackcji każdej notki, trzymając się jednocześnie racjonalnych i logicznych reguł. W praktyce oznacza to tyle, że postaram się wyjść od zwykłej obserwacji świata i na drodze dedukcji lub indukcji dochodzić do większych abstraktów, jak na przykład problematyka dobra i zła.

Kilka słów o powodach mojego ‘blogowego przedsięwzięcia’. Powody są dwa. Sława i uznanie! Chcę, aby moje teksty obiegły cały świat i były przetłumaczone na wszystkie możliwe języki świata.  To oczywiście ironiczny żart z mojej strony. Co prawda każdemu, w jakimś stopniu, zależy na uznaniu (na sławie niekoniecznie), ale moje powody są inne. Nie chcę odgrywać altruisty-filozofa, który swoją mądrąścią będzie oświecał zbłąkane duszyczki. Po pierwsze nie jestem na tyle pyszny i butny, a po drugie nie mam takiej potrzeby i chyba także umiejętności. Przede wszystkim robię to dla siebie, gdyż utknąłem nieco w egzystencjalnym zacięciu. Przesiąkniety swoimi myślami nie jestem w stanie zdobyć się na coś nowego, błyskotliwego, oryginalnego. Mam nadzieję, że uporządkowana forma moich refleksji pomoże mi ruszyć dalej. Oczywiście, jeśli wzbudzę swoimi słowami jakieś refleksje u czytelników, to będzie to bardzo miły ‘efet uboczny’. To są główne powody powstania tego bloga. Dodatkowo mam nadzieję, że zmobilizuje mnie on do jakiejś systematyczności, a ewentualne komentarze pozwolą mi się ‘osuszyć z myśli, którymi jestem przesiąknięty’ i spojrzeć świeżym okiem na rzeczywistość.

Na koniec kilka słów o formie, w której będę zakuwał swoje przemyslenia. Zależy mi przede wszystkim na przejrzystości. Nie chcę, żeby czytelnik po kilku linijkach gubił wątek. Z szacunku dla języka, będę starał się trzymać oficjalnej formy, ale nie kosztem przejrzystości i przystępności tekstu. Chcę, aby tekst był konkretny, jak najbardziej jednoznaczy, jasny,  uporządkowany,  klarowny oraz poprawny językowo. Własnie tym założeniom będę podporządkowywał formę. Zależy mi też na zachowaniu ciągłości między poszczególnymi wpisami. Każda notka będzie czymś autonomicznym, ale nie będzie całkowicie oderwaną myślą, zawieszoną w powietrzu. Nie wiem w jakim stopniu uda mi się to zrealizować, ale chciałbym, aby można było przeczytać ze zrozumieniem którykolwiek z wpisów, bez znajomości pozostałych i jednocześnie, aby wszystkie wpisy stanowily jakąś zwartą całość.

To tyle tytułem wstępu. Mam nadzieję, że zarówno forma, jak i treść przypadną potencjalnemu czytelnikowi do gustu i nie uzna on czasu spedzonego przy lekturze, za czas stracony.