Ostatnie rozważania brutalnie przerwaliśmy, w dośc ważnym, wręcz krytycznym, momencie. Doszliśmy do konkluzji, że wszystko jest względne. Wydaje się to troche naiwne, nic nam w sumie nie mówi. Domaga się doprecyzowania.
W ostatniej notce zwróciliśmy uwagę na fakt, że każdy inaczej (subiektywnie) postrzega rzeczywistość. Nie ma w nim miejsca na obiektywną prawdę, ze względu na różnice występujące w aparacie poznawczym każdego z nas (każdego organizmu żywego). Co prawda jesteśmy w stanie obiektywizować rzeczywistość na swoje potrzeby praktyczne. Wszelkie naukowe badania są opierane na rzetelnych pomiarach i prowadzą do obiektywnych wniosków. Jednak te obiektywne prawdy nie są w stanie oddać całej złożoności struktury rzeczywistości. A to dlatego, że takie wartości jak sprawiedliwość, wolność, miłość czy przyjaźń są po prostu niemierzalne. Jaka jest więc natura wszechrzeczy? Czy Prawda obiektywna istnieje? A jeśli tak, to czy jesteśmy w stanie ją poznać?
Mniej więcej przed takimi pytaniami staneliśmy tydzień temu. W komentarzach widać, że zdania są różne - to dobrze, choć kompletnie brakuje argumentów popierających którąkolwiek z wypowiedzi. Jest miejsce na obiektywizm i subiektywizm jednocześnie? Ja uważam, że tak i postaram się to uzasadnić, gdyż nie do końca pasuje mi słynne stwierdzenie Protagorasa, że to człowiek jest miarą wszechrzeczy. (gr. πάντων χρημάτων μέτρον άνθρωπος panton chrematon metron anthropos). Jeśli tak by było, to świat nie mógłby istnieć, gdyby nie było człowieka. Jednak Protagorasowi chodziło o coś innego. Mówił, że nie ma wartości uniwersalnych, a wszystko jest zależne od mocy argumentów. Jednej i tej samej rzeczy można przypisywać różne wartości, gdyż nie ma wartości obiektywnych. Dla jednego ten sam czyn będzie dobry, dla drugiego zły. Protagoras mówi, że trzeba przyjąć kryterium użyteczności. Lepsze jest to, co sprawdza się w praktyce i do tego trzeba przekonywać.
Zwróćmy jednak uwagę, że człowiek posiada zdolność do abstrahowania. Dostrzega analogie i na tej podstawie może budować obiektywne wnioski i prawa. Przecież prawo grawitacji obowiązuje nas wszystkich w ten sam sposób, choć skutki jego oddziaływania są różne dla piórka i hipopotama. Samo prawo odziałuje na obydwa ciała tak samo. Widzimy więc, że istnieje powszechne prawo i jego subiektywne manifestacje. Czas i przestrzeń są względne, ulegają zakrzywieniu, odzialuje na nie masa. Przy prędkościach bliskich prędkości światła mamy do czynienia z dylatacją czasu, jest on więc względny, ale samo prawo na którym opiera się zjawisko dylatacji jest już obiektywne i każdy podlega mu w ten sam sposób (choć odczuwa to subiektywnie).
Odrębną kwestia jest sprawa uczuć i wartości, gdyż tam nie ma liczb. Każdy inaczej pojmuje sprawiedliwośc, czy odczuwa miłość. Jeden powie, że kocha się tylko raz, drugi, że można zakochać się kilka razy. Ktoś powie, że sprawiedliwy jest kodeks Hammurabiego, inny się z tym nie zgodzi. Tutaj ciężej znaleźć jakieś ogólne Prawo, które mówiloby ostatecznie kto ma rację. Czy istnieje ogólne pojęcie sprawiedliwości, czy to po prostu abstrakt stworzony przez człowieka? Kwestię uczuć można latwo wyjaśnić. Podlega ona ogolnym prawom fizyko-chemicznym, odczuwamy ją różnie - różne stężenia substancji we krwi, różne reakcje mózgu na tę samą substancję, z powodu róznej budowy anatomicznej naszych mózgów, ale prawa reagowania i prawa rozwoju mózgu te same.
Pozostaje jednak problem wartościowania. Kto kocha bardziej? Czyja przyjaźń jest silniejsza? Który obraz jest piękniejszy? Czyje postępowanie jest bardziej sprawiedliwe? Nie ma wyjścia - trzeba zastosować jakieś kryteria. Czyje kryterium jest lepsze; czyje jest obiektywne?
Załóżmy, że jesteśmy w stanie zebrać wszystkie czyny. Każdy z nas, na podstawie subiektywnych kryteriów ocenia je, czy jest sprawiedliwe. W ten sposób zebraliśmy cały zbiór czynów sprawiedliwych. Jak zauważyliśmy człowiek ma zdolnośc do abstrahowania i z całą pewnością potrafi dostrzec analogie obecne w tych czynach. Oddzielamy te analogie i na ich podstawie budujemy definicję czynu sprawiedliwego. Oczywiście ta indukcyjna metoda jest nie do wykonania w praktyce, gdyż nie da się sklasyfikować wszystkich czynów. Jest ich nieskonczenie wiele, dlatego definicja nie będzie doskonała, ale można ją udoskonalać, a teoretycznie doprowadzić do perfekcji. Podziękujmy Sokratesowi za wymyślenie tej indukcyjnej metody i pokazanie, że obiektywna prawda może istnieć, a my możemy do niej dążyć.
Widzimy, że subiektywizm i obiektywizm mogą istnieć równolegle - jedno nie musi wykluczać drugiego. Świat jawi się jako względny, ale rządzą nim stałe prawa. Możemy dostrzec, że człowiek ma trudności z wpisaniem się w te prawa. Zwierzęta nie mają takiego problemu, co już nieśmiało próbowałem sygnalizować. Czy rzeczywiście jesteśmy tacy cudowni i wyjątkowi, za jakich się uważamy? Czy inteligencja jest wystarczającym kryterium stanowiącym i wyjątkowości, niepowtarzalności? Mamy prawo do pychy, jako najdoskonalsze ze stworzeń i czy na pewno najdoskonalsze? Z tymi pytaniami Was zostawiam. Trud odpowiedzi podejmę przy okazji następnej notki. Potencjalnych czytelników proszę o komentarz do głównego wątku, nie tylko koncowych pytań, gdyż do nich powrócimy później.